Peneda-Gerês – jedyny park narodowy w Portugalii

Wierzcie mi, jestem tak samo zdziwiona jak Wy, że Portugalia ma tylko jeden park narodowy. Terenów chronionych i parków naturalnych jest mnóstwo, ale jako park narodowy z prawdziwego zdarzenia funkcjonuje tylko obszar Peneda-Gerês, na samej północy, już przy granicy z Hiszpanią, około 40km od Bragi i 100km od Porto.

Park został założony w 1971 roku i cały jest poprzecinany miasteczkami i wioskami, z których największa nazywa się po prostu Gerês. Szacuje się, że na terenie parku Peneda-Gerês mieszka około 10 000 osób – co cieszy, jeśli człowiek akurat przeczołgał się przez tłumy w Porto, miesza w Lizbonie i potrzebuje chwili oddechu.

Spędziliśmy z Chłopcem cztery dni w Peneda-Gerês i było tak dobrze, że pod koniec zastanawialiśmy się prawie na poważnie, czy to już nie czas zostać jak ta para emerytów, którzy na wakacje co roku jeżdżą w to samo miejsce i nawet obiad jedzą jak w zegarku w tej samej knajpie (bo też chodziliśmy na okrągło do jednego lokalu. Na obronę mam, że mieli naleśniki).

Zaliczyliśmy też kąpiele w wodospadach, fantastyczne górskie szlaki, punkty widokowe, krętorogie krowy i mnóstwo innych cudów w takiej Portugalii, do której zagraniczni turyści nie trafiają.

Jesteście ciekawi, co robiliśmy w Peneda-Gerês? To zapraszam, wszystko spisałam poniżej <3

Górskie szlaki

Bo nie ma wakacji bez dobrego szlaku!

PR3 – Trilho dos Currais (dosłownie “Szlak zagród”) – 10km

Popularny szlak-pętla rozpoczynający i kończący się w miasteczku Vidoeiro, około 15 minut piechotą od miejscowości Gerês, która stanowi centrum życia parku narodowego. Trasa w założeniu na trwać około 3,5 godziny – co jest do zrobienia, pod warunkiem, że odliczysz zatrzymywanie się co 100m na widoki i zbieranie szczęki z ziemi. Jest przepięknie!

Szlak się nie wygłupia i od razu zaczyna się od ostrego podejścia pod górę, które nam zajęło jakieś 1,5 godziny. Potem jest lepiej i zaczyna się przechadzka na wysokości, z niesamowitymi widokami i wyrównanym terenem. Dla krajobrazu Gerês typowe są ogromne granitowe formacje, z których najstarsze datują na 310 milionów lat! Oglądaliście Niekończącą się Historię jak byliście mali? Tam jest tak scena, jak w szalejącej burzy skalni giganci przerzucają się głazami – no to tak mniej więcej wyglądają szlaki Peneda-Gerês.

Standardowy widok na szlaku

Do tego prastare dęby, kwitnące wrzosy, ZERO ludzi przez długie godziny (Portugalia, jak większość południowych krajów, nie słynie z kultury górsko-pieszo-wycieczkowej) i widoki zapierające dech w piersiach (komplement może wyświechtany, ale tutaj w punkt).

PR3 prowadzi też do jednego z must-see Peneda-Gerês, czyli położonego na wysokości 829 m. punktu widokowego Miradouro de Pedra Bela, z którego można podziwiać cudną dolinę rzeki Homem. Większość turystów podjeżdża tam samochodem, my wyleźliśmy dumnie jako reprezentacja Ludu Lasu.

PR3 kończy się zejściem w dół tak samo ostrym, jak pierwsze podejście – ja klęłam jak skurwysyn, bo moja kondycja całkiem się rozpłynęła przez ostatnie miesiące za biurkiem. Plusem jest fakt, że pod koniec szlak prowadzi prosto do miasteczka Gerês i największych osiągnięć cywilizacji, czyli pizzy i naleśników z lodami. Jest fantastycznie. Jeśli macie iść na jedną pieszą wycieczkę, to idźcie PR3. Anglojęzyczną ulotkę z mapką znajdziecie tutaj.

Spaść czy nie spaść? 310 milionów lat, a ten głaz dalej się nie zdecydował

PR14 TBR – Trilho do Sobreiral da Ermida do Gerês (Terras de Bouro) – 13km

Podjarani pierwszym sukcesem od razu wbiliśmy się do informacji turystycznej w Gerês i zabłagaliśmy o więcej. Pani poleciła kolejną pętlę, tym razem z punktem startowym w wioseczce Ermida, w porównaniu z którą maleńkie Gerês wydaje się metropolią. Ruszyliśmy następnego dnia o poranku, nakarmieni w Ermidzie kawą i ciastem.

W porównaniu z PR3 szlak prowadzący z Ermidy ma mniej ostrych zejść i podejść, jest za to dłuższy. Trasa prowadzi przez kilka oficjalnie oznaczonych punktów widokowych i mniej więcej drugie tyle miejsc, z których widoki są po prostu przepiękne.

W Peneda-Gerês woda jest wszędzie <3

Główną atrakcją, która znajduje się na trasie, jest największy wodospad na terenie Peneda-Gerês. Nazywa się Cascata do Arado i okazuje się, że do tego i innych wodospadów Portugale wybierają się jak na plażę, w kostiumach kąpielowych, taplać się. Zrobiliśmy jak Portugale i umoczyliśmy się przykładnie.

Oprócz tego na PR14 zaliczyliśmy spotkanie pierwszego stopnia ze stadem słynnych krętorogich krów z portugalskiej północy, kilkoma końmi pasącymi się wprost na szlaku i z jednym bardzo wyluzowanym capem, który razem z turystami maczał się w Arado. Samych turystów też było więcej niż na PR3, chociaż po wodospadzie zrobiło się już pustawo. Ogółem – szlak był cudny.

Krajobraz jak po wojnie gigantów

Uwaga – PR14 było też miejscami dość chujowo oznaczone i zdarzało nam się przechodzić kilkaset metrów w poszukiwaniu znaku. Na wszelki wypadek zgarnijcie mapkę z tej strony albo z punktu info w Gerês.

Przy pieszych wycieczkach po Peneda-Gerês uwaga na:

Muszki-skurwysyny – jakbym była rozsądna, to spakowałabym jakiś żrący sprej na robactwo, bo w zacienionych obszarach i blisko wody muszki są nieznośne. Nie spakowałam, ale bądźcie lepsi ode mnie.

Skały – generalnie po skalnych formacjach lud skacze jak te kozice i nikomu nic się nie dzieje, ale patrzcie pod nogi. My też skakaliśmy, dopóki jeden z granitowych bloków – taki akurat nad przepaścią – nie wydał z siebie bardzo, bardzo niepokojącego zgrzytu, jak Chłopiec wlazł i strzelał focię.

Woda i jedzenie – w kilku miejscach są źródełka z wodą nieoznaczoną jako niepitna (a w Portugalii przeważnie działa właśnie zasada, że niepitna woda jest wyraźnie oznaczona). Piłam i żyję, ale weźcie zapas. Jedzenie też weźcie, nie uświadczyliśmy żadnych schronisk czy knajp na trasie.

Słońce – nie dajcie się zmylić początkowymi podejściami przez las, oba szlaki prowadzą po mocno odsłoniętym terenie i słońce żre jak kwas. Weźcie krem z filtrem.

Łajno – nie tam że od razu uwaga, syf i załamywanie rąk, ale patrzcie pod nogi, bo pieszymi szlakami są spędzane też stada krów i konne wycieczki.

Przyczajony tygrys, ukryty krętorogi zbój

Plaże i wodospady

W Gerês wszędzie jest woda. Jest potężna rzeka Homem, na której stoi też jedna z największych tam w Portugalii. Są wodospady, jest sto nadrzecznych plaż, są leśne źródełka. Po dniach łażenia chodziliśmy więc się taplać. Najlepsze miejscówki znajdziecie poniżej.

Praia da Barca

Wylądowaliśmy tam pierwszego wieczora i nie mogliśmy się nadziwić, że w tak pięknym miejscu nie ma NIKOGO. Woda w zalewie rzeki Homem była ciepła jak kisielek, w oddali majaczyły łódki, słońce zachodziło za górami, rybki śpiewały, ptaszki pluskały i czasem tylko przejeżdżał jakiś lokals na motorówce. No raj po prostu.

Portugale na kolacji = Praia da Barca = raj

Wróciliśmy tam następnego dnia i ze smutkiem stwierdziliśmy, że poprzedniego wieczoru trafiliśmy na plażę bezludną, bo akurat była pora kolacji, a w Portugalii w porze kolacji wszystko jest bezludne. Na Praia da Barca za dnia są ludzie i to całkiem sporo. Ale i tak jest super.

Cascata do Tahiti

Już to powiedziałam, ale powiem jeszcze raz – do wodospadów w Gerês chodzi się jak na plażę, tylko zamiast klapeczek weźcie prawdziwe buty, bo jest mnóstwo łażenia po mokrych śliskich skałach i całe przedsięwzięcie do najbezpieczniejszych się nie zalicza. Zresztą wszędzie wiszą ogłoszenia, że wypadki śmiertelne się zdarzają, a mi samej włos się jeżył na widok dzieciaków i staruszków balansujących na skarpach.

W takich bajorkach przy wodospadach należy się taplać

Mimo to koniecznie wybierzcie się nad Tahiti, bo jest po prostu pięknie. To jedno z moich ulubionych miejsc całego pobytu. Inna sprawa, że ja mam zboczenie na punkcie skakania po skałach i nie znam wielu lepszych rozrywek.

Cascata do Arado

Największy wodospad na terenie Peneda-Gerês. Szczerze – Tahiti podobało mi się o wiele bardziej, ale Arado ma atrakcję w postaci pasącego się tam capa (wróciliśmy dwa razy i wygląda na to, że cap jest stałym elementem krajobrazu).

Praia de Vilarinhos de Furno

Plaża niedaleko tamy na Homem. Poszliśmy spacerkiem nad brzegiem zalewu, co zajęło jakieś pół godziny w jedną stronę, ale dojedziecie też samochodem – teren jest prywatny, więc trzeba tam wybulić drobne za parking. Ciepła woda, boski widok i przyjemna miejscówka na piknik.

Przyjaciel z drogi na plażę

Tama nad rzeką Homem

Warto tam po prostu przyjechać i się pogapić, bo miejsce jest imponujące. Z naszego doświadczenia wynika, że portugalski lud tapla się w losowych miejscach wzdłuż zalewu, chociaż teoretycznie nie wolno.

Park narodowy Peneda-Gerês – porady praktyczne

Bez samochodu do parku narodowego można dojechać autobusem z miasta Braga. Internet mówi, że autobus kosztuje ok. 5€ i dojeżdża do miejscowości Gerês, czyli znów – do centrum świata. Niestety poza tym transport publiczny wygląda dość chujowo, więc błogosławiłam fakt, że w Peneda-Gerês mieliśmy samochód.

Spaliśmy na campingach, a ze względu na lekkie nierozgarnięcie mieliśmy okazję przetestować trzy różne miejscówki:

Camping Ermida – przesympatyczny właściciel, ultra czyste łazienki, ciepła woda i bardzo przyjemny bar/świetlica do wieczornego czytania. Niczego więcej mi nie trzeba, 10/10.

Parque Cerdeira w Campo de Gerês – wszystkie znaki w internetach wskazują, że to najpopularniejszy camping w całym parku narodowym. Bardzo tłoczno, ubita ziemia, za dużo ludzkich włosów pod prysznicem, ciepła woda. Jakoś nie miałam serca do tego miejsca.

Na trzecim campingu była zimna woda, więc całkowicie wyparłam to doświadczenie z pamięci.

Za każde miejsce zapłaciliśmy 15-20€ za noc za dwóch ludzi, namiot i samochód, przy czym camping Ermida był najfajniejszy ORAZ najtańszy.

Jedzenie

Pierwszego dnia sprzedaliśmy dusze knajpie Vai Vai Gerês i tak zostało. Chłopiec, który w normalnym życiu celuje w wegetarianizm, w Vai Vai zamówił najsłynniejsze danie portugalskiej północy, czyli ultramięsną kanapkę francezinha. I wpadł. Podobno pyszniejszej nie uświadczysz. Ja zaliczyłam za to mocny romans z naleśnikami z lodami i owocami leśnymi. Nie mam lepszej rekomendacji niż fakt, że minęły prawie dwa tygodnie, ale ciągle płaczemy po Vai Vai Gerês 🙁

Takie tam z niebios

Stary cap, lokalna gwiazda znad Arado

Młoda kobieta z plecakiem

Tama nad rzeką Homem, plażowanie tylko na bandytę

To nie grób, to spichlerz-klasyk z Gerês

Widok z Miradouro de Pedra Bela. Cudowności!

Bardzo szczęśliwa baba na rozpoczęciu szlaku PR3

Tam są ludzie! Arado

Poranek w Ermidzie. Znikliśmy

To wszystko, co mam dla Was z parku narodowego Peneda-Gerês. To jest jedno z tych miejsc w Portugalii, które wciąż jest mocno schowane przed zagranicznymi turystami. Jedźcie tam, zanim to się zmieni. I zjedzcie za mnie naleśnika.

No i oczywiście – jeśli tekst się Wam podobał, dajcie znać w komentarzach, polubcie Lizbonetki na fejsbuniu/instargamie albo podzielcie się <3