Tomar – najlepiej schowany skarb Portugalii

Kiedyś byłam na wolontariacie na farmie w centralnej części Portugalii. Farma należała do starszego Australijczyka, choleryka z ego rozmiarów Brazylii i pluskwami w piwnicy (moje jedyne, jak na razie, chujowe doświadczenie z wwoofem).

Kiedy przyszło do planowania dnia wolnego, Australijczyk ogłosił nam tonem jezusowym, że musimy koniecznie jechać do Tomar i że tamtejszy klasztor to jeden z najważniejszych zabytków półwyspu Iberyjskiego. Pamiętam, jak przewracałam wtedy oczami, bo facet był odrobinkę pierdolnięty, a o Tomar nikt w naszej pięcioosobowej grupie nigdy nie słyszał.

A potem pojechaliśmy zwiedzać i musiałam zbierać szczękę z podłogi.

Od tego czasu minęło parę lat, a do Tomar ciągle wracam. Czasem przypadkiem, częściej celowo. Posiedzieć sobie. Powłóczyć się po klasztorze templariuszy, połazić po uliczkach, poczuć jaka spokojna, leniwa i wspaniała jest Portugalia. Jedźcie też, jeśli macie trochę czasu i ochotę na wycieczkę. Nie pożałujecie.

Jak dojechać do Tomar: Z Lizbony – pociągiem z dworca Oriente albo Santa Apolonia. Przejazd trwa dwie godziny, kosztuje 10€ w jedną stronę, a w cenie są fantastyczne widoki przez całą trasę <3

Uwaga: bądźcie na dworcu minimum 15 minut wcześniej, bo bilety trzeba kupić w okienku, w automacie się nie da. A do okienka zawsze będzie kolejka, bo gdyby w Portugalii nagle miało nie być kolejek, to nie wiem co by się stało, podejrzewam, że motłoch z pikami wyszedłby na ulice.

Jak już macie bilety, to usiądźcie spokojnie i słuchajcie, a ja Wam powiem, co i jak.

Templariusze, Rycerze Chrystusa i inni tacy – o co chodzi z Tomar

Ziemie w Tomar nadał templariuszom jeszcze w dwunastym wieku Alfons Zdobywca, i wtedy też rozpoczęła się budowa tutejszego klasztoru.

Szybka piłka – znacie historię o templariuszach? O zakonie rycerskim, który na krucjatach dorobił się tak nieziemskiej kupy kasy, że spędzało to sen z powiek monarchom w całej Europie? O tym, jak francuska korona latami zaciągała u templariuszy długi, po czym Filip Piękny oskarżył ich o herezję, czczenie pogańskich bóstw i nierząd? Jak wielkiego mistrza templariuszy spalono na stosie, a nakazem papieża zakon rozwiązano w całej Europie? (I jaka wyszła z tego historia, bez której nie byłoby ani Pana Samochodzika, ani Gry o Tron?*).

W Portugalii z wyrzuceniem templariuszy był problem, bo portugalscy władcy i templariusze się uwielbiali. Razem walczyli w krucjatach, razem z ziem portugalskich wygnali Saracenów, a bez pomocy templariuszy wspomniany wcześniej Alfons daleko by nie zaszedł, a z pewnością – nie zostałby pierwszym królem Portugalii.

Dlatego kiedy papieska bulla nakazała templariuszy rozwiązać i skonfiskować ich wszystkie dobra, to panujący w Portugalii król Dionizy wywinął troszeczkę psikus i zakon templariuszy wprawdzie rozwiązał, ale na ich miejsce natychmiast powołał Zakon Rycerzy Chrystusa, który nie różnił się praktycznie niczym i dalej spokojnie sobie funkcjonował, a centrum dowodzenia miał właśnie w Tomar. Zakon stał się wtedy ośrodkiem administracyjnym, religijnym i przede wszystkim – wojskowym, bo krucjaty ciągle trwały.

Wśród Wielkich Mistrzów nowo utworzonego zakonu znaleźli się m. in. królowie Portugalii Manuel i Sebastian I, a także takie postacie jak Henryk Żeglarz i książę Ferdynand. Zakon odgrywał ogromną rolę w odkryciach geograficznych, a czerwony czworokątny krzyż templariuszy powiewał na banderach statków odkrywców zaraz obok portugalskiej flagi.

Zwiedzanie klasztoru Rycerzy Chrystusa (Convento de Cristo)

Klasztor w Tomar ma wszystko: jest kościół romański z przedziwacznym ołtarzem zbudowanym na planie ośmiokąta, są ślady po murach obronnych, które atakowały kiedyś armie Maurów, są wielopoziomowe renesansowe krużganki. Są wyraźne ślady gotyckiego stylu manuelińskiego, z bogatymi ornamentami i symboliką związaną z epoką wielkich odkryć. Są pozostałości po kwaterach Henryka Żeglarza i niekończące się korytarze dormitoriów zbudowane na planie krzyża.


Klasztor góruje nad Tomar i spokojnie znajdziecie do niego drogę, dojście zajmuje jakiś kwadrans. Wstęp kosztuje 6€, a zwiedzanie zajmie Wam mniej więcej dwie godziny. Warto przejść się także po ogrodach i wspiąć na mury, a w środku jest kawiarnia, która ma lody o smaku porto i pastel de nata (nie jadłam, bo zjadłam wiadro lodów przed zwiedzaniem i teraz płaczę, jak mi się przypomni)

Synagoga w Tomar

Strasznie się napaliłam na synagogę i przylegające do niej muzeum, bo raz, że chyba w żadnej synagodze w Portugalii nie byłam, a dwa, że mimo burzliwej historii (po wygnaniu Żydów z Portugalii budynek robił między innymi za więzienie i skład zboża), synagoga w Tomar ma być najlepiej zachowaną średniowieczną synagogą w całym kraju.

Niestety tym razem się nie udało, bo cała była zastawiona rusztowaniem, a informacja na wejściu głosiła, że zbiory są przeniesione tam-i-tam, a tutaj to zapraszamy w październiku, buziaki i cześć. Tam-i-tam jest dwie ulice dalej i faktycznie do obejrzenia są żydowskie przedmioty sakralne i kilka kawałków kamienia, ale ogólnie rzecz biorąc, to się zawiodłam.

Muzeum zapałek (Museu dos Fósforos)

Przedmioty mają dla mnie takie znaczenie, że jak do Santiago miałam nieść symboliczny kamień – podstawa bagażu każdego pielgrzyma – to najpierw zapomniałam go zabrać, potem znalazłam jakiś w szczerym polu i poniosłam tak z trzysta kilometrów, a potem zapomniałam go zostawić na miejscu i teraz za chuj nie wiem, gdzie jest. True story.

Dlatego myśl o tym, że mogę istnieć sobie ja, ale mogą też istnieć tacy ludzie jak jeden facecik z Tomar, który przez ćwierćwiecze kolekcjonował coś tak przypadkowego jak pudełka po zapałkach, aż dorobił się czterdziestu trzech tysięcy – materiału na całe muzeum – jakoś mnie rozczula.

Pudełeczka są pogrupowane krajami, a kraje są poukładane zupełnie bez sensu, więc można się pobawić w szukanie Polski czy czego tam chcecie. Ja znalazłam:

Idźcie do tego muzeum. I tak będziecie niedaleko, bo wejście jest zaraz obok dworca, a wstęp jest darmowy. Idźcie chociaż na pięć minut. Warto.

Stare miasto i kościół św. Jana Chrzciciela (Igreja de São João Baptista)

Tomar jest śliczne, wyludnione, leniwe jak tłusty kocur w słońcu. Przy rynku stoi manueliński kościół św. Jana Chrzciciela – jeśli będzie otwarty, to wejdźcie i powiedzcie mi, jak było, bo próbowałam jakieś cztery razy i zawsze odbijam się od zamkniętej bramy 🙂 idźcie potem spacerem nad rzekę, nad brzegiem jest bardzo fajny park i kawiarnie z lokalnymi ciastkami.

Ogród Siedmiu Wzgórz (Mata Nacional dos Sete Montes)

Park po prostu, piękny, ogromny, puściutki, ale po prostu park. Że parki lubię, to już wiecie. Na wejściu stoi ogromny pomnik Henryka Żeglarza, a w środku jest kilka różnych tras, które prowadzą na okoliczne wzgórza, jest labiryncik z żywopłotu, jest aleja platanów. Idźcie poczytać książkę, jak czekacie na pociąg.

PS. Mój chłopak chciał koniecznie, żebym ogłosiła w tym poście, że w ogóle już nie ma po co jeździć do Sintry, należy Sintrę olać, splunąć i zapomnieć, bo dawno zjedli ją turyści, a mądry zwiedzacz na jednodniową wycieczkę z Lizbony pojedzie do Tomar, a nie do żadnej tam głupiej Sintry.

To trochę herezja, trochę bluźnierstwo, trochę przesada (do tego ja się kocham w Sintrze), ale…

Coś w tym jest.

Bo w Tomar też się kocham.

*Mistrz zakonu templariuszy Jacques de Molay, którego Filip Piękny nakazał spalić na stosie, miał przekląć Filipa i późniejsze pokolenia francuskich królów. Na podstawie tej legendy powstał cykl historyczny Królowie Przeklęci Maurice Durona, który Martin w każdym wywiadzie wymienia jako podstawową inspirację dla Gry o Tron.