Najpiękniejsze parki w Lizbonie

Lizbona w połowie sezonu może być przytłaczająca, i to z powodów zupełnie innych niż to, jaka jest śliczna. Z nieba przeważnie cieknie płynny ogień (dobra, może nie w tym roku, ale pomarzyć wolno). Rzesze turystów okupują historyczne dzielnice, a dostanie się do zabytków takich jak winda, Jeronimos czy ten nieszczęsny żółty tramwaj wymaga przynajmniej półgodzinnego oczekiwania. Trudno poruszać się w lepkiej masie turystów. Czasami trudno jest oddychać.

Co więc zrobić, kiedy szczyt sezonu troszeczką nas jakby pokonał?

Nic nie zrobić.

A raczej – zrobić jak Portugale, czyli iść do parku.

IMG_20180701_204448

Ja wiem, ziomeczki. Do Lizbony przyjeżdża się na kilka dni, a to miasto jest stare jak sam Rzym i zarządzało kiedyś połową globu – ja wiem, że nikt nie ma czasu na jakieś głupie parki. Trzeba zobaczyć wszystkie atrakcje, trzeba do zamku, trzeba do muzeum, trzeba do Sintry, do pomnika odkrywców, trzeba Vasco da Gamę, trzeba owoce morza i ciastka z Belem. Trzeba łódką i żółtym tramwajem.

Właśnie dlatego uważam, że przerwa w parku będzie konieczna. Dlatego że za dużo się musi, a za mało pije się kawy. Dlatego, że to miasto parkami stoi. Dlatego, że portugalczycy w parkach spędzają tyle samo życia, co na plaży.

Mam dla was listę moich ulubionych parków w Lizbonie – jest kawa, jest piwo, są ciastka, jest cień i jest niedaleko zabytków. Gotowi?
1. Jardim de Estrela

Chociaż”tylko” park, to moim zdaniem jedno z lizbońskich must see. Położony w malowniczej dzielnicy Rato, zaraz obok osiemnastowiecznej bazyliki Estrela (podobno pierwszej na świecie bazyliki pod wezwaniem najświętszego serca jezusowego, jeśli kto zainteresowany). Sam park jest zawsze zacieniony i chłodny, idealny w te dni, kiedy upał zabija. W centralnej części znajduje się jeziorko z kaczkami i stadkiem gęsi (@gęsiofobi – nie polecam).

W Estreli są też dwa kioski, z czego jeden jest typowo parkowo-piwny, a drugi – ten nad jeziorkiem – oferuje całkiem sporo dań obiadowych, w tym opcje wegańskie. Zaraz przy wejściu do parku jest pętla tramwaju 28, więc jeśli jakimś cudem udało sie wam do niego wsiąść, to jedźcie do końca i legnijcie w trawach Estreli. Zasłużyliście.

2. Principe Real

Niewielki park położony niedaleko Bairro Alto, zaraz obok miradouro São Pedro de Alcântara i rzut beretem od praca de Camões, czyli głównego punktu spotkań na wyjścia do knajp, randki z Tindera, walking toury, pub crawle i co tam się jeszcze robi w ramach nocnego życia towarzystkiego. Przed słońcem można schować się w cieniu altany obrośniętej przez stuletni cedr. Jest też knajpa z kawą i fontanna, a w soboty rozkłada się pchli targ.

3. Alameda dom Henriques

Alameda w blasku zachodzącego słońca, moja boziu, taka ładna (w słońcu lepiej nie, bo o cień może być trudno). Z jednej strony – Fonte Luminosa, monumentalna fontanna wzniesiona podczas reżimu Salazara, przy której moim zdaniem może się schować fontanna di Trevi (to jest, kiedy Luminosa jest włączona, czyli przez kilka popołudniowych godzin dziennie). Z drugiej strony mieści się gmach główny Institute Superior Técnico, czyli lizbońskiej politechniki. Warto wejść na taras widokowy superior, widok jest trochę jak z Minas Tirith, tylko białego drzewa brak. Oprócz tego na Alamedzie jest kiosk, sympatyczny, w razie ładnej pogody, a także warto wpaść na kawę i najlepsze tosty świata do kawiarnioknajpy Portas Verdes.

4. Ribeira das Naus

Bardziej bulwar niż park, skrawek zieleni nad brzegiem Tagu, w samym środku wszystkiego – pomiędzy stacją kolejową Cais do Sodré a placem Terreiro do Paço, obok świętej trójcy Baixy, Chiado i Alfamy, czyli pierwszych dzielnic do zwiedzania, z widokiem na most i Jezusa Króla po drugiej stronie rzeki (nie martwcie się, i tak mamy większego #Świebodzin). Prędzej czy później traficie tam i tak. A kiedy już tam będziecie – usiądźcie w cieniu i pogapcie się trochę na Tag. Najlepiej – kiedy słońce już zachodzi, w powietrzu pachnie oceanem, a w tle ktoś gra na gitarze. Bo nad brzegiem Tagu zawsze gra gitara.

 

Mam tyle na dzisiaj, chłopcy i dziewczęta. Jeśli się podobało – dajcie znać!